Odsłon: 29

Odwiedzających: 26

Wojciech biegnie dla WWF Polska

27 września 2020r. pobiegnę w 42. Maratonie Warszawskim. Chcę, aby mój start był czymś więcej niż tylko wyścigiem. Możesz mi w tym pomóc. Wesprzyj cel charytatywny, na który biegnę i pomóż tym, którzy potrzebują naszej pomocy!

Droga Przyjaciółko, Drogi Przyjacielu biegania i dzikiej przyrody

Chcę się z Toba podzielić pewnym zdarzeniem.
Otóż podczas jednego z moich treningów miałem taką przygodę.
Był wiosenny poranek 2020 roku a ja „robiłem” pierwsze okrążenie w jednym z dużych parków warszawskich. Biegnąc ścieżką, którą przemierzyłem już x –razy (kiedyś dla ciekawości obliczę jaki do tej pory pokonałem na niej dystans) zobaczyłem w pewnym momencie smutny widok. Pod drzewami leżały cztery martwe pisklęta, jakiegoś nieznanego mi gatunku ptaka. Najwidoczniej musiały wypaść z gniazda. Kiedy im się przyjrzałem uznałem (po późniejszym przeglądaniu źródeł), że mogły mieć około tygodnia, góra 10 dni. Większość puchu już zniknęła i zastąpiły je pióra, wyraźnie okrywające małe ciałka. Ptaki leżały na boku i nie ruszały się. Miały wyciągnięte łapki, zastygłe w bezruchu. Minąłem je jeszcze trzy razy, zwalniając, za każdym razem, kiedy zbliżałem się do tego miejsca. Kiedy „robiłem” czwarte okrążenie (gdyż tym razem planowałem przebiec tylko 10 km a jedno okrążenie to w moim parku około 2,5 kilometra) na miejscu zobaczyłem ruch. Pojawiło się piąte pisklę, ale to było żywe. Siedziało a nie leżało na boku jak jego martwe rodzeństwo i żałośnie kwiliło. Zwolniłem, zatrzymałem się i pochyliłem się nad nim. Zauważyłem, że mały ptak co chwila próbował machnąć skrzydłami a jego piski nie ustawały. Nade mną szybowały dwa ptaki. Byli to najprawdopodobniej jego rodzice, którzy krążyli nad ocalałym pisklęciem i czwórką martwych. Popatrzyłem na górę i na drzewie zobaczyłem gniazdo, z którego najprawdopodobniej wypadły pisklęta. Nie wiedziałem co robić. Do ukończenia treningu zostało mi jeszcze mniej niż jedno okrążenie. Podniosłem się, odwróciłem i kontynuowałem bieg. Po dziewiątym kilometrze podjąłem decyzję. Skręciłem z trasy, która prowadziła już do mojego mieszkania i pobiegłem z powrotem na miejsce, gdzie widziałem ocalałe pisklę. Podbiegłem i zatrzymałem się. Ptak ciągle żył i żałośnie piszczał a jego rodzice cały czas zataczali nad nim koła. Pochyliłem się i wziąłem małą, pierzastą kulkę do ręki. Zauważyłem, że jedna z łapek jest niestety bezwładna. Czułem jak szybko bije mu serce, ale ptak nie opierał się. Po drodze do domu wziąłem do kieszeni trochę siana i kory, aby wyłożyć pudełko, do którego go włożyłem po powrocie. Niestety musiałem go zostawić, bo właśnie od kilku dni już nie pracowałem zdalnie tylko wróciłem do biura. Po południu, po powrocie z pracy poszedłem jeszcze do apteki, aby kupić małą strzykawkę, aby nakarmić ptaka. Kiedy już wróciłem do mieszkania i właśnie przekręcałem klucz w zamku, jeszcze przed otworzeniem drzwi na korytarzu, usłyszałem ćwierkanie pisklęcia. Ucieszyłem się gdyż to oznaczało, że ptak przeżył samotnie kilka godzin w tekturowym pudełku i najprawdopodobniej domaga się jedzenia. Okazało się, że ocalałe pisklę to młody kwiczoł. Po zasięgnięciu informacji w sieci znalazłem wskazówki odnośnie karmienia. Kwiczoł dostał więc ugotowane jajko, które podałem mu przy pomocy strzykawki próbując trafić w nieustanie otwierający i zamykający się dziób. Ale już drugiego dnia kwiczoł dał mi się nakarmić bezpośrednio małymi kawałkami podawanymi do rozdziawionego szeroko dzioba. Niewątpliwie był bardzo głodny i co chwilę chciał nowego pokarmu. Wydawało mi się, że się mnie nie boi. A może instynkt głodu był większy niż strach przed człowiekiem? Na następny dzień zawiozłem go do ptasiego azylu przy warszawskim Zoo i zostawiłem. W mailu zwrotnym, który otrzymałem od pracowników Ogrodu Zoologicznego, napisano mi, że pisklę miało złamane podudzie i najprawdopodobniej by nie przeżyło. Założono mu opatrunek i teraz trzeba było czekać aż kość się zrośnie. W kolejnym mailu poinformowano mnie, że po wyzdrowieniu i uformowaniu się piór, które normalnie umożliwiają opuszczenie gniazda, ptak trafi do jednej z wolier Zoo. Będzie tam przebywał i jednocześnie socjalizował się z innymi drozdami, po czym zostanie wypuszczony na wolność. Tak więc wszystko dobrze się skończyło. Po raz pierwszy moje bieganie skrzyżowało się z dziką przyrodą. I choć podczas moich licznych górskich wędrówek zetknąłem się na szlaku m.in. z jeleniami, sarnami, zającami, kozicami, świstakami, lisami, wężami, bażantami i innymi dzikimi mieszańcami Europy, to pierwszy raz zdarzyło mi się pomóc i właśnie podczas biegania najprawdopodobniej uratować życie jednemu z nich.
WWF to organizacja, dla której dzika przyroda to główny obszar działania. Wspieram wszystko, co jego członkowie robią dla dzikich mieszkańców naszej planety i cieszę się bardzo, że WWF jest obecna podczas naszego biegu. Proszę zatem o wsparcie dla WWF i trzymanie kciuków za mnie, abym dobiegł szczęśliwie do mety. Uczestniczę nieprzerwanie w biegach organizowanych przez PZU Maraton Warszawski od 38 edycji czyli od 2016 roku. 42 PZU Maraton Warszawski będzie moim piątym :)
Wojciech zebrał już :
0
PAKIET STARTOWY

WWF Polska

WWF Polska jest częścią międzynarodowej organizacji ekologicznej. WWF ratuje zagrożone gatunki, promuje zrównoważone rybołówstwo i rolnictwo, działa na rzecz powstrzymania zmian klimatu. Misją fundacji jest powstrzymanie degradacji środowiska naszej planety i kształtowanie przyszłości, w której ludzi będą żyli w harmonii z przyrodą. więcej »